Absurdy RP

 

Opowieść rencisty

Czy ja - człowiek, któremu ZUS co miesiąc przelewa pieniądze mogę ZUS krytykować ? Mogę i chcę. Wiem o tej instytucji dużo, o lekarzach orzecznikach, o procedurach, sporo wiem również o tym jak skutecznie domagać się od ZUS-u, jak z nimi walczyć i wygrywać. 

Jestem rencistą. 8 lat temu brałem udział w kolejnym etapie wyprawy rowerowej Cross Carpatia www.x-carpatia.info. Byliśmy w Rumunii i tam w busa, którego byłem pasażerem uderzyła  ciężarówka. Nikt nie zginął, ja siedziałem z lewej strony przy oknie i zostałem najbardziej poszkodowany.
W tym busie nie było pasów. Uderzyłem lewą częścią ciała o blachę, głową o szybę, straciłem przytomność. Pogotowie przewiozło mnie do szpitala. Byłem tam 3 tygodnie, lekarze rumuńscy utrzymali mnie przy życiu, za co jestem im bardzo wdzięczny. Dawali mi tam 40 % szans na to, że będę żył. Raczej nie będę widział, wątpliwe abym chodził.

Awionetką przewieziono mnie do Warszawy i byłem leczony w Polsce.
W ogóle nie pamiętam tego wypadku, nie pamiętam całej rumuńskiej części naszej wyprawy. Uderzenie głową spowodowało uszkodzenie mózgu i szereg problemów neurologicznych.
Trudnych do opisania zwłaszcza gdy się nie jest neurologiem lub neurochirurgiem. Zastawka w mózgu, wewnętrzne wodogłowie... Skomplikowane rzeczy, interesujące być mogą tylko dla lekarzy, a nie tylko dla nich piszę. 

Nie pamiętam ok. jednego roku czasu po wypadku, miałem 21 operacji różnego typu, byłem w trzech ośrodkach rehabilitacji, z czego dwa pamiętam.
Odzyskiwanie pamięci to był proces. Fajnie byłoby pewnego dnia się obudzić i pamiętać wszystko, lecz tak się nie stało.
Przypominałem sobie różne, fakty, informacje, imiona, daty, umiejętności. To był długotrwały proces. Napisałem „był” lecz ten proces nadal trwa i trwał  będzie zawsze. Mój mózg został poważnie uszkodzony, trwa i zawsze będzie trwała jego regeneracja. 


Przed wypadkiem byłem ważnym Panem Dyrektorem, dziś jestem rencistą. Można powiedzieć: pech,  nieszczęście i przykre konsekwencje. Ja tak nie myślę. Mogłem zginąć, a żyję, jeżdżę samochodem i na rowerze, pływam, gram w piłkę. Przed wypadkiem byłem zawsze w pracy, dziś mam  żonę, syna, psa i kota. Przyglądam się im codziennie, opiekuję się nimi i czasem myślę, że gdyby mnie nie było, to ich też by nie było. Co miesiąc ZUS przelewa mi pieniądze. Nie jest to kwota wystarczająca do utrzymania naszej rodziny, ale lepsza taka, niż żadna. Mamy również małą firmę, nie jesteśmy bogaci, ale bezpiecznie i spokojnie żyjemy. 

Czy ja - człowiek, któremu ZUS co miesiąc przelewa pieniądze mogę ZUS krytykować ?Mogę i chcę. Wiem o tej instytucji dużo, o lekarzach orzecznikach, o procedurach, sporo wiem również o tym jak skutecznie domagać się od ZUS-u, jak z nimi walczyć i wygrywać. 

Pierwsza i najważniejsza rzecz: czy ja mogę pracować ? Dodam: bardzo bym chciał, lecz niestety nie mogę. Jestem chory. W listopadzie 2012 roku miałem kolejną operację, nie wiem czy ostatnią.
Co mi najbardziej przeszkadza ? Kiepska pamięć. Próbowałem pracować po wypadku również u mojego byłego pracodawcy. Niestety, nie byłem w stanie. Ciągle notes i długopis w ręku. Rozmawiam, notuję, czytam, notuję, idę, notuję. Przecież jestem w pracy i nie mogę zapomnieć co mam zrobić lub co już zrobiłem. Ja to widzę i wiem, mój pracodawca również  Próbowałem również w innych miejscach, kończyło się zawsze tak samo źle. 

Nikt nie chce mieć trwale chorego pracownika. To przeszkadza firmie, innym jej pracownikom, kontrahentom, klientom. Dodam, że wyglądam również jak człowiek po ciężkim wypadku. 

Mam grubą teczkę z informacjami o moim leczeniu, opiniami różnych lekarzy: neurologów, psychiatrów, ortopedów itd. Wszystkie te opinie są takie same: pacjent nie jest w stanie pracować. 

Pierwsze spotkanie z lekarzem orzecznikiem ZUS i jego słowa: tu każdy może przyjść z taką teczką  a ja muszę pilnować naszych pieniędzy. Proszę udać się do Urzędu Pracy.

Co to znaczy naszych pieniędzy ? Czy ZUS coś produkuje i sprzedaje ? Czy coś tworzy?Pieniądze ZUS-u to nasze pieniądze. Pracowałem i dużo zarabiałem, co miesiąc mój pracodawca przelewał na konto ZUS część mojej pensji. To ja więc również byłem płatnikiem. 

ZUS nie wyprodukował mojej renty, otrzymał ją także ode mnie. 

ZUS jest instytucją kosztowną. Posiada wielkie, reprezentacyjne budynki w centrach miast, dużą ilość zatrudnionych urzędników, komputerów, szafek, segregatorów. 

Biurokracja jest kosztowna, socjalizm jest kosztowny, a  ZUS jest instytucją socjalistyczną. Pomożecie ? Pomożemy !!!. Takich instytucji jest w Polsce więcej: Urząd Skarbowy, kolej, poczta, komunikacja, oczyszczanie miasta, jest ich wiele a w nich  tysiące zatrudnionych ludzi, w których jest socjalizm. Na koszt państwa skończyłem szkołę, idę do państwowej pracy i będę tam pracował do emerytury. 

Pieniądze daje państwo, a państwo to ja - urzędnik. 

Byłem w Urzędzie Pracy  wiele razy. Ja nie jestem tokarzem ani stolarzem. Jestem dobrze wykształconym specjalistą od logistyki oraz mam 44 lata. Nawet gdybym był zdrowy i bezrobotny, trudno byłoby mi znaleźć pracę.
Jestem jednak  chory i wyglądam jak człowiek po wypadku. Nie mam już szans na zdobycie pracy i na utrzymanie się w jakiejkolwiek firmie.
Wracałem więc do ZUS i  rozmawiałem z kolejnym orzecznikiem. Niestety, znów i znów to samo.
Wreszcie poprzez ZUS skierowałem sprawę do Sądu i to przyniosło sukces. Tym razem nie jeden orzecznik lecz  cała komisja  uznała mnie za trwale - bezterminowo i częściowo niezdolnego do pracy. 

Tu moja rada, nie proście urzędników, nie piszcie monitów, nie przypominajcie. Kiedy ZUS odmawia, kierujcie sprawę do sądu i informujcie ZUS o tym. Tak zrobiłem i znalazłem się  na  właściwej drodze do celu. Mam nadzieję, że ZUS wreszcie kiedyś uzna mnie za bezterminowo i całkowicie niezdolnego do pracy. Czekam na kolejną rozmowę z kolejną komisją. 

Wszystko trwa bardzo długo, ja jednak mam dużo czasu i mam za co żyć. Są jednak inni ludzie, ofiary różnych wypadków. Potrąceni przez samochód gdy na pasach przechodzili przez jezdnię, poturbowani w wyniku katastrofy budowlanej. Ludzi, którzy bez własnej winy zostali ofiarami różnych wypadków, trafili do szpitali, do ośrodków rehabilitacji a następnie do ZUS. W wyniku długiego postępowania, rozmów i spotkań otrzymują wreszcie należną im rentę w wysokości 700 zł. Ci ludzie na mają firm, za to mają duże koszty. Wielodzietną rodzinę i niepracującą żonę. Do wypadku byli np. kierowcą autobusu, a dziś autem już nie mogą jeździć lub byli stolarzem, a dziś nie mają ręki.
Ci ludzie mają znacznie większe problemy niż ja i tym ludziom należy pomagać. 

Również po to napisałem ten tekst.  

 

Make a free website with Yola