Absurdy RP

 

KRÓCEJ                 

55 mln i nic

Przygotowania do budowy kolei dużych prędkości (KDP) kosztowały już ok. 55 mln zł i wg. "Dziennika Gazety Prawnej"kwota może dalej rosnąć . Do tej pory ok. 25 mln zł wydano na wstępne analizy zlecone hiszpańskiej firmie doradczej i projektowej. Ale koszty mogą się podwoić, bo całkowita wartość kontraktu wynosi 49 mln zł. Nad projektem pracuje też komórka PKP - Centrum KDP, gdzie w ciągu 2 lat zatrudniono 42 pracowników, którymi kieruje 6 dyrektorów. W tym roku wszystkie pensje pochłoną 3,6 mln zł, a łączny koszt utrzymania Centrum to 5 mln zł.

Próby ograniczenia wydatków też mogą mieć nieprzyjemne konskekwencje. Resort myśli o wypowiedzeniu umów na ekspertyzy przygotowawcze lub rozwiązaniu zespołu koordynującego inwestycję. Ale za przedterminowe rozwiązanie umowy z pewnością trzeba będzie znów zapłacić. 

Może zabrać też obywatelstwo? 

"O kraju nie może decydować ktoś, kto w nim nie mieszka" - taki pogląd pojawia się ostatnio dość często na forach internetowych. Wśród tych, którzy rzekomo są za przestrzeganiem prawa...

Pretensje pochodzą bowiem od przegranych - stronników PO, a przynajmniej oponentów PIS-u. Abstrahując od oceny postawy zwycięzców, to jest to rozpaczliwe poszukiwanie winnych porażki.

Dalej - pomysł nie mający umocowania w prawie. Takich rozwiązań w krajach cywilizowanych się nie stosuje. Podobne pomysły opierają się na wspomnianym wyżej rozgoryczeniu, a dalej: - przekonaniu o konieczności wspólnego brania w dupę, aby można było o zmianie bijącego w tę dupę decydować - przeświadczeniu, że ktoś mieszkający za granicą nie rozumie (bo nie ma informacji) nt. rzeczywistej sytuacji na miejscu - to pogląd ludzi żyjących informacyjnie i komunikacyjnie w XIX stuleciu

Jest jeszcze taki drobiazg, że to Polacy w Polsce wybrali. Odebrać im prawo głosu?  

 

____________________

Zgubili jej umowę

Pani Magda założyła konto w Banku Pocztowym. Kiedy po tygodniu chciała wypłacić pieniądze, okazało się, że konto jest zablokowane, a podpisana przez nią umowa zginęła. Bank zapewnia: - To jednostkowy przypadek. 

Jakiś czas temu pani Magda założyła w placówce pocztowej Konto Standard w Banku Pocztowym (bank należy do Poczty Polskiej). Pracownik poczty poinformował ją, że jeśli będzie chciała wypłacić pieniądze ze swojego konta, wystarczy przyjść z dowodem. 
Ale tydzień później, gdy pani Magda chciała wypłacić pieniądze, okazało się, że konto jest zablokowane. Pracownicy nie wiedzieli dlaczego i zalecili kontakt z infolinią banku. 
Okazało się, że bank nie otrzymał umowy pani Magdy, którą podpisała na poczcie. Co się z nią stało? Zaginęła "na trasie" Poczta Polska - Bank Pocztowy. 
"Poczta twierdziła, że wysłała moją umowę, a Bank Pocztowy, że jej nie otrzymał. Kazali mi złożyć reklamację i obiecali, że w góra tydzień wszystko się wyjaśni i pieniądze otrzymam" - pisze nasza czytelniczka. 
Po tygodniu okazało się jednak, że pani Magda musi czekać aż 30 dni na rozpatrzenie reklamacji.
(za wyborcza.biz) 

Z zaświatów

W Sosnowcu tamtejszy Sąd Rejonowy w Sosnowcu prowadzi sprawę dot. wykazania praw do nieruchomości położonych przy ul. 3 Maja. W tym celu wezwał zmarłego w 1911 roku Henryka Georga Dietla oraz jego rodzinę do stawienia się.

Wezwanie umieszczono m.in. na tablicy w urzędzie. Skierowano je do nieżyjącego od ponad wieku Henryka, a także jego synów: Borysa, Alfreda i Romana. Im lub ich spadkobiercom dano trzy miesiące czasu na stawienie się i wykazanie swoich praw do wymienionej nieruchomości.

Jak twierdzą urzędnicy, to standardowa procedura. Ciekawe, jak głęboko w przeszłość sięga procedura? Czy np. obejmuje gości z czasów bitwy pod Grunwaldem? Wtedy już też zapisywano co do kogo należy...

 

NADESŁANE OD CZYTELNIKA

Zaległy, nieistniejący

"W Polsce obowiązuje prawo, z którego wynika, że jeśli w ciągu 30 dni  od doręczenia pisma urzędowego (np. z sądu) nie odpowie się na nie, przyjmuje się że odbiorca się z nim zapoznał (a w domyśle zgadza się z jego treścią). Represje te wymyślono aby uniemożliwić uchylanie się adresata od odebrania przesyłki.

Niestety prowadzi to do nieporozumień (zaginięcie przesyłki), oraz nadużyć. Wystarczy bowiem „pomylić” się w adresie by po 30 dniach w majestacie prawa domagać się pieniędzy.

Nie wiem z którym wariantem miałem do czynienia dwa lata temu, gdy bank zablokował środki na obu kontach. Po 2 dniach drążenia tematu dowiedziałem się iż sprawa dotyczy zaległego podatku radiowo-telewizyjnego za okres 3 lat (wtedy około 1840 PLN) Sprawa była o tyle dziwna. że miałem zarejestrowane jedynie radio (telewizję uważam za archaizm) za które raczej płaciłem abonament.

Dzięki kompetentnej pracownicy urzędu pocztowego w Łęcznej (w Tychach ani na FB nie potrafiono mi podać ŻADNYCH sensownych informacji) okazało się, że zaległość jest kilkunastokrotnie niższa.

Pomimo jej uiszczenia dzwonienia, pisania (zarówno listów jak i e-maili) przez przeszło dwa miesiące nie dało to żadnych rezultatów. Przełom nastąpił dopiero po e-mailu, w którym poinformowałem iż spotkam się z nimi w sądzie. Już na drugi dzień dostałem e-mail z informacją iż łaskawie odstępują od windykacji a ja nie poniosę żadnych kosztów. Po kolejnym miesiącu (Poczta kontaktowała się ze skarbówką, skarbówka z bankiem) znów mogłem się cieszyć swoimi pieniędzmi...

Piszę o tym, gdyż pracuję za granicą, a mieszkająca (jeszcze) w Polsce żona znalazła w skrzynce awizo sądowe. Oczywiście nie może odebrać pisma bez aktualnego (terminowego) upoważnienia... Pozostaje przyspieszyć likwidację mojego polskiego rachunku bankowego, aby nie było z czego próbować wyłudzić."

Policja depcze mi po kablach (a patryjota z Sosnowca sobie stoi)

Zazwyczaj interesują nas nonsensy urzędnicze, idiotyzm władzy. Tym razem nie da się przejść obok tych, którzy tę władzę mają opisywać. To jest wyborne!

 Wiele już powiedziano nt. tego arcydzieła "made by" TV Republika i wiele pewnie jeszcze się powie. To wszak kawał dobrej, kabaretowej roboty. My tu dostrzegamy jeszcze inne treści. Spróbujmy prześledzić wypadki, opierając się na relacji reportera.

Z potoku okrzyków wyłania się zupełnie inny obraz świata, jaki najwyraźniej widzi młody "dziennikarz" narodowców. "Policjanci depczą mi po kablach!" - krzyczy. A przecież nie powinni. Ma on najwyraźniej przekonanie o świętości, nietykalności co najmniej, zawodu dziennikarza. Tymczasem oni go szargają, brukają... deptają kable.
A dzieje się tak - bo on jest na pierwszej linii! Wśród takich ludzi, przyjezdnych z całego kraju, jak ów młody patryjota z Sosnowca. Który sobie stoi.

Reporter wszystko widzi (choć my na ekranie nie widzimy), wie, rozumie - np. z tempa w jakim poruszają się policjanci wynika, że dostali rozkaz, żeby kogoś uspokoić. I oni to dostrzegli, że on wie: "Jezus Maria! Jezus Maria!" - zanosi się. Wbili bagnet? Nie, po prostu nie wytrzymał. Bo - "Biją zwykłych ludzi, biją ZWYKŁYCH ludzi!"
Z czego wniosek, że była tam też inna kategoria, bardziej kwalifikująca się do bycia bitą. Może chodzi o bojówkę wysłaną na squat? Musiał o nich wiedzieć.
A jednak nie wszystko wie - to pewnie dlatego, że jest "w najgorszym miejscu jakie można sobie wyobrazić", "Co się dzieje, co się dzieje?! kim pan jest!?" Obudził się obok nieznajomego? Kuda ja papał i gdie moi wieśśi? Wyłączyli światło?

No nie, ale "lecą w naszą stronę butelki, policja atakuje!" Ależ ich teraz zbroją, to już pały nie wystarczą. Jeszcze butelki? Na dodatek, jakieś takie mają zapędy wampirze, czy wilkołacze:  "Policjanci atakują ludzi, łapią ich za szyje!" Z jednego został tylko szalik... Pewnie ściagnęli, aby lepiej złapać za szyję...
No i jacyś niedoszkoleni, z czego zdaje sobie sprawę młody reporter, zna pewnie właściwe procedury:  "Dlaczego w taki sposób ludzi niesiecie? - ale oni dalej niosą... no i depczą kable.

- Nie, nie, nie , nie, nieeee! Policja nas atakuje!

To jest naprawdę doskonałe, można to przewijać w kółko, to absurd, ale tego gatunku, że można się przy nim popłakać i trzeba dobrze trzymać mocz, żeby się nie posikać z radości.

__________________________________________________________________


Tu potrzeba frajerów

Poprawne politycznie media donoszą, jakoby napływ imigrantów miał być zbawczy dla naszej gospodarki. Będą tani dla pracodawców i zarobią na nasze emerytury.


 No bo właśnie o to chodzi, choć ubiera się to w inne słowa. Potrzeba frajerów, którzy będą hakować za miskę ryżu. Pracodawcy nie są skorzy do płacenia więcej, a jak nawet są, to przecież ZUS i inni krwiopijcy potrzebują zabrać swoje. Nawet i ponad połowę tego, co człowiek naprawdę zarabia.

Tak więc Polak - czy ktokolwiek, kto myśli o pensji jako o czymś co zapewnia normalne życie - jest w Polsce za drogi.

Mówi się najczęściej, że społeczeństwo się starzeje. Pomija się jednak tych, którzy wcale nie są starzy i mogli by pracować - teraz lub ciut później (jak dorosną). Jakieś 2 miliony. Byłby to potężny zastrzyk dla rynku pracy. Tyle, że oni chcą zarabiać minimum 5 tysięcy złotych. To zupełnie normalna kwota, ba nawet zaniżona, w cywilizowanym świecie. No i nie godzą się na to, że założą biznes, a tu zaraz ktoś przyjdzie i go im zniszczy. Może nawet nie przyjdzie, tylko zza biurka będzie ściągał haracz pochłaniający znaczną część przychodów - w tym również daninę na wyimaginowaną emeryturę, której może po prostu nie być. No bo to już "normalna" i akceptowalna polityka, że to co "odkłada się" na emeryturę, to się tak naprawdę nie odkłada, tylko jest przeżerane na bieżąco. A my będziemy, rzekomo, przeżerali to, co wytworzą przyszłe pokolenia. Np. co robotni imigranci, którzy zgodzą się tyrać za frajer. Swoją drogą, trudno mi wyobrazić sobie Syryjczyków zasuwających za 1500 zł. To absurd. No chyba, że ci z pustyni, którzy nigdy nie byli w Damaszku. Ale oni raczej nie robią w ogóle i jest ich już bardzo mało...

A jeżeli nawet jacyś zgodzą się zasuwać za grosze, to korzystne, aby powstał klimat nie pozwalający im tego robić. Byliby to łamistrajki.

__________________________________________________________________

Nie wzięli jej pod uwagę  

_______________________________

I jak to jest być łupionym?

W Warszawie znów otwarto przybytek kulinarny, który firmuje notoryczny dłużnik Adam Gessler.  Restauracja U Kucharzy działa tym razem w Arsenale przy ul. Długiej.

Co ciekawsze, restaurację urządzono w państwowym lokalu, należącym do Państwowego Muzeum Archeologicznego. Jej szyld jest bardzo podobny do tego, który miała restauracja działająca w Hotelu Europejskim. Oficjalnie przybytek prowadzi firma CKM Inwestycje, której właścicielem jest Grzegorz Major.
Nad kuchnią czuwać będzie Adam Gessler, znany nie tylko z talentów kulinarnych, ale i z tego, że jest dłużny miastu ok. 33 mln zł. Nie oddaje i nie można mu się dobrać do skóry. Słuszne jest oburzenie znacznej części publiki. Generalnie długi spłacać trzeba. Pana Gesslera zaś wcale nie uważamy za jakiegoś Robin Hooda, czy  bojownika lepszej sprawy.

Jednak... trudno nam nie czuć pewnej satysfakcji. Wiecie pewnie jak łupią obywatela instytucje państwowe. I ten, na którego się uwezmą (ileż razy niesłusznie) nie ma pola manewru, jest bezsilny, nie ma gdzie się skarżyć, nie ma jak chronić swojego stanu posiadania - który chcą mu uszczuplić przez pomyłkę lub przez złośliwość.

Wiecie też jak trudno odzyskać pieniądze, które jest nam dłużna druga strona - ta urzędniczo-państwowa. Bronią się do ostatka. Wysyłają przeciw obywatelowi świetnych prawników (drogich pewnie), aby tylko nie oddać. Przewrotnie uzasadniają to w ten sposób, że to nasze, podatników, pieniądze (ciekawe, czy bardziej "nasze" niż te, które zachamęcił z OFE ZUS).

A niechże poczują (szkoda, że miasto, a nie np. skarbówka, czy ZUS), jak to jest być bezczelnie łupionym i nie móc z tym nic zrobić. Boli, nie? 
__________________________________________________________________

 Kabaret nabiera rozpędu

Coraz lepszy ubaw ma publika dzięki trupie Antoniego Macierewicza. Ten jeszcze odgryza się procesami wobec tych, którzy sobie z niego robią jaja, ale przecież wszystkich nie skaże (o ile coś wygra).

Śmiech jest już powszechny - szkoda, że to wszystko zaczęło się od tragedii... Pytania o stan psychiczny Antoniego Macierewicza, nazywanie jego zespołu kabaretem, to codzienność nie tylko ze strony internautów, ale i polityków. Niektórzy próbują badać przypadek bardziej detalicznie i wskazują np. na jego spojrzenie. No fakt, jakiś ogień w oczach ma.

Ostatnio inny ciekawy przypadek (choć z innego wymiaru), Janusz Palikot w TV najpierw zagroził, że wsadzi "Maciora" do więzienia, a późnie trochę zelżał, wskazując na troskę o jego zdrowie właśnie.

A prezes na to: " W ostatnich dniach nastąpił bezprzykładny atak..." itd. itp.
Szczęście w nieszczęściu, że oni tacy są. To tak, jak kiedyś z innym, wielkim przywódcą partii prawicowo-lewicowej. Zdecydowano podobno, aby go nie likwidować, bo nikt tak zgrabnie nie prowadzi jego armii do zagłady jak ona sam.

___________________________________________________________________ 

Pożyczą parasolki


Rzecznik lotniska w Goleniowie Krzysztof Domagalski odpisał na list wiceprezesa SGI Grzegorza Kaweckiego, który wyraził swoje zaniepokojenie "tym, co się dzieje w Goleniowie". Chodziło mu o problemy z odprawą, dotarciem na lotnisko, a na samym lotnisku z dotarciem do samolotu.

Cytujemy, bo to znakomite.

"W przypadku pomysłu dotyczącego rozdawania parasoli, traktując ten pomysł niezwykle serio jako ciekawą alternatywę dla autobusu, niespotykaną na innych lotniskach, wspólnie z osobami odpowiadającymi za bezpieczeństwo na lotnisku ustaliliśmy, jak mogłaby wyglądać taka parasolka oraz jakie elementy są w niej zabronione. Z propozycją dostarczenia 80 takich parasolek zwrócimy się do kilku zachodniopomorskich firm, proponując im ciekawy sposób na reklamę."

Dla niepełnosprawnych, matek z dziećmi na ręku i tych z bagażami w obu rękach, proponujemy dodać jeszcze człowieka do trzymania parasola...

__________________________________________________________________

 Kurski jak Giggs


Przezabawnie wyglądają nerwowe ruchy europosła Jacka Kurskiego i jego prawników.

 Kurski chciał zablokować publikację w tygodniku "Nie" dotyczącą jego rzekomego romansu i wkopał się jeszcze bardziej. Jak niegdyś w UK futbolista Ryan Giggs nałożył przez sąd tzw. gagging order na ew, opowieści o tym jak to chędożył gwiazdkę Immogen Thomas. Wszyscy chcieli wiedzieć o kogo chodzi, ktoś coś chlapnął i tak się jakoś porobiło...

Ta sprawa też zaczyna żyć własnym życiem. Podoba nam się np. komentarz internauty w "gazecie.pl": "Romans ma z kobietą, czy facetem?".
A wszystkim, którzy lubią popatrzeć na to jak wiją się politycy próbujący ukryć coś z dziedziny obyczajowości, polecamy tę wspaniałą scenę z "Little Britain".

_______________________________________________________________

Bania od polskiej policji 

bania od policjantów - absurd w UK

W brytyjskim Cambridgeshire borykają się z rozmaitymi problemami. Wiele z nich powstają na skutek nadużywania przez mieszkańców tego hrabstwa alkoholu. Niechlubną kartę w teh dziedzinie mają też imigranci z Polski. Wielokrotnie opisywano w lokalnej prasie zajścia z udziałem naszych, jak i innych imigrantów z Europy Wschodniej.

To i specyfika brytyjskich brukowców, bojących się np. pisać o problemach powodowanych przez Afrykanów, czy Pakistańczyków. Jednak polscy policjanci wizytujący region może powinni mieć to na względzie.

Jak opisuje polonijny dwutygodnik "Nasze Strony" (www.naszestrony.co.uk) czterech naszych mundurowych wybrało się do loklanej pani burmistrz, w miejscowości Fenland. W prezencie wręczyli urzędniczce butelkę 'Żubrówki" - którą ta dumnie prezntuje na zdjęciach w prasie.

No to "Na strofie!" - jak mawiają Anglosasi. Za zdrowie Pań!

_____________________________________________________________

______________________________________________________________


Dostał rękę stracił świadczenia


To stary absurd, ale z ochotą go tu publikujemy, bo o praktykach ZUS może świadczyć jak jakieś memento.  

Parę lat temu lekarze ze szpitala w Trzebnicy przeszczepili Danielowi Szwedo dłoń. Operacja zakończyła się pomyślnie, ale jednak mężczyzna do końca życia będzie przyjmował leki, a  ręka również nigdy nie będzie całkowicie sprawna. Czytaj - facet jest niepełnosprawny. Mimo tego lekarz orzecznik ZUS uznał, że pan Daniel jest zdolny do pracy.

Jak stwierdziła rzeczniczka wrocławskiego ZUS Iwona Kowalska  "Stracił rentę, zyskał rękę". Daniel Szwedo został więc zmuszony do szukania pracy. Co nie jest łatwe, bo kto chce pracownika o ograniczonych możliwościach, z niesprawną dłonią, takiego który np. nie może podnosić ciężkich rzeczy. Zaskoczeni decyzją byli nawet lekarze ze szpitala św. Jadwigi w Trzebnicy, gdzie przeprowadzono przeszczep. No ale cóż, lekarz z ZUS-u praktykuje inną medycynę.
_______________________________________________________________

 ______________________

 ______________________

Jest lepiej niż w RPA

Do skandalu doszło podzcas rozgrywanych w Wiśle zawodów Pucharu Świata w Skokach Narciarskich. Okradziono ekipę Norwegii, Austrii i Czech. Zawodnicy stracili sprzęt elektroniczny i pieniądze.

Według "Dziennika Zachodniego" norweskim skoczkom skradziono kamerę, laptopa i 6 tysięcy euro w gotówce. Oprócz nich został okradziony jeden z dziennikarzy. Całe zajście miało miejsce w hotelu, nocy, kiedy skoczkowie i trenerzy spali. Ci ciekawe hotel pilnowany był przez umundurowanych strażników.

 - Dzisiaj zamierzam spać ze swoim laptopem, trzymając go pod poduszką - powiedział trener Norwegów Alexander Stoeckl.

Piękne początki ma Puchar Świata w Wiśle... Ale nie jest tak, źle - podczas piłkarskich mistrzostw świata rozgrywanych w Republice Południowej Afryki kradli nie tylko z hoteli, ale nawet na skrzyżowaniach ulic, w biały dzień. Na żywca, pod bronią. U nas przynajmniej kradną tylko w nocy - odpukać.

___________________

Tymczasem u nas...


33-letni Grzegorz Ch. z Bartoszyc 
zatrzymany w swoim Audi do kontroli przez patrol,  wybełkotał, że jest pijany. Po czym... wyjął z samochodu swój prywatny alkotest i zaczął sprawdzać zawartość alkoholu. Wynik wskazał 1,7 promila. Mężczyzna zaznaczył, że z chęcią zweryfikuje to z policyjnym alkomatem.

W wyniku tego badania trafił "na dołek".  Policyjne urządzenie wykazało, że miał 2,5 promila.

Grzegorz Ch. w dodatku nie miał już prawa jazdy, które zabrano mu sądownie. Dostał wyrok roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata za kierowanie po pijanemu kombajnem. 


Najbogatsi między sobą


Porażka warszawskiej Legii w meczu Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund wywołuje różnego typu echa, narzekania i dyskusje. Tak na temat aspektów czysto sportowych, jak i organizacyjnych - dotyczących samej Legii, jej kibiców, jak i Ligi Mistrzów w ogóle.


Dla niektórych bowiem Legia Warszawa w Lidze Mistrzów to zupełny bezsens. Ani zespół, ani klub do tych rozgrywek nie pasują. Występ warszawiaków na boisku jest parodią futbolu zawodowego, a wydarzenia wokół boiska każą zastanowić się nad sensem wypuszczania troglodytów do ludzi.

Często porusza się też problem kształtu Champions League. Poziomu takich drużyn jak Legia czy Celtic Glasgow, które wyraźnie odstają od tuzów europejskiego i światowego futbolu. Rzeczywiście.

Tyle że... to jest Liga Mistrzów. Nawet nie będąc fanem Legii, trzeba przyznać, że w grupie Real, Sporting, BVB i Legia akurat drużyną z tytułem mistrza jest właśnie.Legia Warszawa. No chyba, że Liga Mistrzów, to tak naprawdę nie jest, Bo grają w niej zespoły z 2. 3. miejsc w pewnych ligach. Owszem, można by urządzić po prostu ligę najmocniejszych zespołów - i pozbyć się mistrzów krajowych jeszcze ostrzej, niż to się robi do tej pory. Zarezerwować miejsce wręcz dla najbogatszych. I nazwać to np. Liga Wielkich, Liga Możnych etc.

Tyle, że niektórzy wskazują, że to absurd, bo wtedy atrakcyjność i oglądalność by spadły, a nie wzrosły. O tym, że rozgrywki są ciekawe, stanowi również możliwość niespodzianek, to wręcz najlepsze w piłce nożnej, zwłaszcza w pucharach.
Wysoce prawdopodobne tymczasem, że zmagania tych samych, kilku, kilkunastu drużyn bardzo szybko się tym znudzą. Ile można oglądać kolejne mecze Realu z Juventusem? No i wtedy spadną wpływy z praw transmisji, zmniejszy się liczba sponsorów - w konsekwencji dochód. I co wówczas? Trzeba będzie pomyśleć o kolejnej reformie. W drugą stronę.

 

Make a Free Website with Yola.